Autor Wiadomość
koukounaries
PostWysłany: Nie 22:02, 13 Sty 2008    Temat postu:

[szuruburu]

początek bardzo mi się podoba, takie czarry. później trzeba było myśleć; nie twierdzę, że to źle, ale ja nie spałam już ze dwa dni i mam z myśleniem kłopot. ale dałam radę.

myślę, że poziomy istnieją, tylko zależy jak na to patrzeć. wiesz, perspektywa. dla jednego może być jedne poziom, inny widzi ich kilkanaście.
Lucek
PostWysłany: Pon 14:49, 07 Sty 2008    Temat postu:

Chociaż myślę, że oprócz formy, przekaz jest tam trochę bardziej wielopoziomowy. Istnieje poziom pierwszy, raczej prosty. Chyba na drugi jest niełatwo się dostać. Ale może ich [poziomów] istnienie jest tylko złudzeniem, któremu, jako autor, ulegam...
VV
PostWysłany: Pon 0:08, 07 Sty 2008    Temat postu:

Nie no, jest dobrze. Nie robisz tego samego błędu, co ja robiłem i robię, a mianowicie rzucania się od razu na głębokie fale i próbowania wciśnięcia ile tylko się da. Właśnie takie wprawki by mi się przydały, a nigdy czegoś takiego nie robiłem.
Lucek
PostWysłany: Nie 22:30, 06 Sty 2008    Temat postu:

Wiesz, to moja pierwsza próba... Wprawka taka, więc po co sobie od razu komplikować. Ale trochę rzeczywiście zbyt proste to wszystko.
VV
PostWysłany: Nie 20:16, 06 Sty 2008    Temat postu:

Minimalistycznie, ze smakiem i wyczuciem. Postawiłeś na przekaz prosty i jednoznaczny. Wyszło Smile
Lucek
PostWysłany: Czw 1:24, 27 Gru 2007    Temat postu: Gupia Ethik [jednoaktówka]

INTROPRODUKCJA
Osoby:
Matka – kobieta o permanentnie zatroskanym wyrazie twarzy
Student – nie wiadomo co właściwie studiuje
Gość 1 i 2 – statyści, a jednak…

[Akcja dzieje się w niewielkim pokoju Studenta. Widać stos książek piętrzący się pod oknem. Pod przeciwległą ścianą znajduje się rozgrzebane łóżko, w którym wyleguje się delikwent. Wszystko zatopione jest w błękitnym półświetle ekranu komputerowego.]

[Do pokoju wchodzi matka.]

MATKA:
Jacyś goście do ciebie. Chcą pilnie z tobą pomówić. Powiedzieć, że śpisz? [Student nie odpowiada. Zamiast tego siada na łóżku i pociąga łyk ze znalezionej na podłodze flaszki.] Ostatnio zmarniałeś, synku. Boję się o ciebie. To może być coś…

STUDENT:
Powiedz im, że nie żyję. [Pociąga kolejny tęgi łyk.] Właściwie, sam im to powiem. [Wciąga spodnie i półnagi wychodzi z pokoju, mijając przy tym zaniepokojoną matkę.]

GOŚĆ 1 [Poprawiając zaciśnięty na szyi, bordowy krawat]:
Czy mam przyjemność z panem Studentem?

STUDENT [Obojętnie]:
No.

GOŚĆ 2 [Wyjmując upaćkaną lukrem legitymację]:
Pójdzie pan z nami.

[Zaspany Student zdejmuje z wieszaka pasiastą koszulę, po czym wychodzi z mieszkania. Za nim, ciężkim krokiem, wloką się goście.]

AKT PIERWSZY I OSTATNI:

[Akcja dzieje się na sali sądowej. Po środku ustawione zostało proste, niewielkie krzesło, na którym zasiada student. Naprzeciw niego, na mównicę kolejno wchodzą różne osoby. Sędzia zajmuje honorowe miejsce, na podwyższonym tronie. Sala oświetlona jest rzędem jarzeniówek; ściany zdobią wizerunki Noblistów]

Osoby:
Student – tym razem bardziej skonsternowany, niż początkowo. Drżąc, wije się i kuli na krześle z zimna.
Sędzia – znudzony całym procesem mężczyzna, w średnim wieku, przez cały czas pociąga niewielkie łyki kawy z filiżanki.
Strażnicy – goście z poprzedniego aktu
Matka – wciąż zatroskana.
Ksiądz – przedstawiciel uduchowionej części społeczeństwa.
Pracodawca – człowiek konkretny.
Sąsiad – pan z wąsem i głosem donośnym, jak u niedźwiedzia.
Niewiasta – piękna, mądra, dobra i empatyczna.
Kolega – chłopak o duszy złotej, i ambicjach wielkich.
Prezydent – aktualna głowa państwa.
Chór – składa się z wszystkich powyżej wymienionych osób, oprócz Studenta, Sędziego, oraz osób w danym momencie przebywających na mównicy.

SĘDZIA [unosząc filiżankę tak, jakby chciał wznieść toast]:
Wzywam na świadka Księdza. [Wymawia słowa lakonicznie, ze znużeniem.] Szybciej. Nie mam całego dnia. Wprowadzić klechę.

[Na salę wprowadzony zostaje Ksiądz, odziany w sutannę, z przygnębieniem zajmuje miejsce na mównicy]

SĘDZIA:
Proszę mówić prawdę, całą prawdę i nie kłamać.

KSIĄDZ:
Tak mi dopomóż Bóg. Przejdźmy do sedna sprawy. Otóż, ten oto Student, od lat pięciu, z okładem, nie pojawił się w kościele. Wydaje mi się nawet, że w Boga nie wierzy. Szczególnie smutne jest to, że kiedyś grał na gitarze w kościelnym zespole, i co niedziela uczęszczał do kościoła. Przyjmował komunię i inne sakramenty święte. A teraz… Kto by pomyślał, że wyrośnie z niego taki ignorant.

SĘDZIA [zwracając się do studenta]:
Czy to wszystko prawda?

STUDENT:
Prawda. Nie chodzę do kościoła. Nie wierzę w Boga. [Tu następuje długa pauza wymuszona okrzykami oburzenia zgromadzonych na sali.] Nie wierzę, bo to dla mnie bez sensu. Koniec.

KSIĄDZ [do zgromadzonych oraz Sędziego, jednocześnie]:
Sami słyszycie. A później taki dewiant wychodzi na ulicę, pozbawiony łaski bożej, morduje, gwałci i zabija. Ten tutaj zamiast Boga ma w sercu wódkę i kilka liberalnych haseł, którymi poili go na uniwersytecie. Od razu wiedziałem, że z tych jego studiów nie przyjdzie nic dobrego. Powinien Wysoki Sąd skazać go na przymusowe leczenie, które przeprowadzimy na tyłach parafii…

SĘDZIA:
Już ja dobrze wiem, co powinienem zrobić. Śmie Ksiądz wątpić? Wyprowadzić klechę. Wprowadzić Pracodawcę.

[Ksiądz ze smutkiem schodzi z mównicy. Jego miejsce zajmuje teraz gruby mężczyzna w eleganckim garniturze, z przedziałkiem po lewej stronie głowy.]

PRACODAWCA:
Pozwoli Wysoki Sąd, że przejdziemy od razu do sedna, bez tych zbędnych formalności. Mi też się spieszy. [Widząc, że Sędzia kiwa głową, Pracodawca kontynuuje.] Młodziak ten do pracy się nie nadaje. Ręce lewe ma obie a i głowę do interesu nietęgą. Cherlawy i leniwy. Naprawdę [Przy tych słowach spuszcza głowę, szukając wzrokiem czegoś między własnymi butami] nie mogłem pozwolić mu dłużej na tą całą farsę. Nie mogę pozwalać sobie na takich darmozjadów. Nic nie potrafią, a jeszcze ci odpyskują, jak coś im nie pasuje… Po prostu…

SĘDZIA [lekko poirytowany]:
Dobrze, dobrze. Rozumiemy chyba wszyscy.

CHÓR:
Beztalencie nam wyrosło
Dorównuje sprytem osłom
W Boga nie wierzy
Beznadzieja – bądźmy szczerzy

SĘDZIA:
Świetnie. To może teraz kolej na Matkę. Poprosić ją tu do mnie…

[Matka wchodzi zakuta w kajdany, prowadzona przez Strażników]

MATKA:
Wysoki Sądzie, ja was błagam, dajcie spokój. On się zmieni i w ogóle, nie będzie już taki. Zacznie chodzić do kościoła, znajdzie pracę… Zobaczycie wszyscy. Przecież…

PRACODAWCA [wtrącając się do rozmowy]:
Proszę myśleć realnie. Miłość to piękne uczucie, tak też współczucie z miłości. Ale nie wystarczy…

MATKA:
Dajcie mu jeszcze jedną szansę.

[Wtem, na salę rozpraw wbiega sąsiad]

SĄSIAD:
A kto palił na klatce papierosa wczoraj, i zarzygał później schody?

KOLEGA [wstając z widowni, podchodząc do mównicy]:
A kto założył mi wałka na palenie dwa tygodnie temu?

NIEWIASTA [również z widowni]:
A kto obiecywał kochać już zawsze? Mówił jednej, a pieprzył się z drugą!

SĘDZIA:
Cisza! Nie wiem. Może powinienem go zgładzić. Zasadniczo takie jednostki psują tylko obraz społeczeństwa. Niczego dobrego nie wnoszą i w ogóle. Dać mu szansę? Oczywiście, dostanie swoją szansę. Już dziś mogę powiedzieć, że ją zaprzepaści i najdalej tydzień wprzód będziemy powtarzać całą rozprawę. Nie wiem co z nim zrobić.

CHÓR:
Na szubienicę.

SĘDZIA:
Niech będzie. Mi to wszystko jedno. To jak wybijać pchły…

MATKA [z udawanym patosem]:
Nie! A ludzie uczucia, co z nimi?!

[Na salę wchodzi Obecny Prezydent RP. Zamieniają się z Sędzią miejscami. Sędzia wychodzi pospiesznie]

PREZYDENT RP:
No cóż. Ludzie uczucia to się przypominają dopiero jak już nabroiliśmy, nie? A ja nie widzę ludzkich uczuć w tym Studencie. Wszystkie jego czyny, tak niemoralne, dokonane zostały z premedytacją. Powinniśmy wydać wyrok sprawiedliwy… Jednak niech Student pozna dobre serce Narodu, który go karmi. Niech od dziś co poniedziałek chodzi do Księdza na nauki pobożności. Niech co wtorek odwiedza Pracodawcę, żeby tamten mógł wpoić mu podstawy życia zgodnie z interesem państwa. W środy niech sprząta w domu u sąsiada, w czwartki niech zaprasza dziewczynę do kina, w piątki stawia kolegom po piwie. I tak dalej i tak dalej, kto by miał jakiś problem, wciśniemy go w któryś dzień tygodnia. Zgoda?

CHÓR:
Dobrze humanitarnie zło w kraju karać
Lecz ile problemów z tym – co nie miara
Jednak najważniejszy cel osiągnąć musimy
Moralność i prawo do głowy wpoimy
Niech jednostka Student żyje zgodnie z nami
Inaczej… żyć nie damy.

PREZYDENT RP [schodząc z miejsca sędziego]:
To teraz wszyscy chodźmy się napić. Student już będzie grzeczny?

STUDENT [potulnie, z pokorą przytakuje]:
Już nie będę tak robić.

KONIEC

Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group