Autor Wiadomość
Elizabeth Saint-Germain
PostWysłany: Sob 5:43, 02 Lut 2008    Temat postu:

Nic nie daje tak bogatej palety barw, możliwości władowania w pozornie krótki i nietreściwy tekścik, co kolaż stylistyczny. Szczególnie podobają mi się i szczególnie poważnie zaczynam myśleć o połączeniach liryczno-epickich. Ale pozostajemy jak na razie na etapie wielkiego poszukiwania. Albo jeszcze lepiej - wielkiego błądzenia. Próba generalna to na razie nie jest. Ale powoli chyba dochodzimy do meritum.

Myślę, że efekt wycinanki i kolażu stylistycznego obecnie jest najlepszym sposobem na przekazanie pewnych... emocji, bo o to się głównie rozchodzi w mojej twórczości.
VV
PostWysłany: Czw 13:45, 31 Sty 2008    Temat postu:

Po pierwsze- coraz bardziej przekonuję się do takich właśnie form mieszających rodzaje literackie. Podoba mi się tu umiejętne operowanie nastrojem, zestawianie obrazów, przechodzenie od nadziei do rozczarowania, od patosu do sentymentów i od śmierci do wolności. To tak jakby podróż przez życie bohaterki o śmierci do narodzin i z powrotem do śmierci, widziane cały czas z punktu widzenia dziewczynki. Dobre.
Elżbieta Saint-Germain
PostWysłany: Śro 3:57, 09 Sty 2008    Temat postu: Catolico Carpe Die + Science Tragedy [kolaż nahalny]

Koło za kołem w zegara trybiku wskazówkę porusza beztrosko
Malutka dziewczynka pod górę się wspina by stać istotą się boską

Spójrz na mnie. Spójrz. Widzisz? Nie, to jeszcze nie ja. Teraz. Tak właśnie wyglądam.
Nie, nie jestem z tego tak do końca dumna. Ale to w końcu ja. Możesz mnie pokochać, jeśli chcesz. Wiesz, trochę mi głupio, że nie znam twoich rysów twarzy. Wiem. Wiem, że nie możesz mi się ukazać. Szkoda. Tylko szkoda.
Chcesz zobaczyć co wczoraj narysowałam? Takie tam. Gryzmoły. Nic specjalnego, ale… to dla Ciebie. Podoba Ci się? To dobrze. Uśmiecham się teraz, wiesz? No tak. Ty zawsze wiesz.

Z miłości do Ciebie.

Sad o tej porze roku sprawiał wrażenie pierwszej na świecie rozkoszy. Słońce przedzierało się przez konary skarłowaciałych przez lata nieurodzaju jabłonek. Biedronki w trawie żyły w ciszy, pędząc co tchu niewiadomo dokąd. Siedząc pod jednym z roślejszych drzewek, tych, które nie podległy karłowaceniu, śpiewała idiotyczną piosenkę z lat dziecięcych. Ołówek w dłoni podrygiwał w nierówny takt muzyki.
- Kocham Cię. – Przerwała na chwilę śpiew. – Chciałabym Ci to kiedyś powiedzieć.
On, w czarnym, popielatym i niewiadomo jakim jeszcze garniturze opierał się o drzewo, patrząc na nią z góry. Uśmiechał się jednym kącikiem ust.
- To nie możliwe. Nie istnieje życie po śmierci.

Koło zębate co w miazgę obraca radości, smutki i żale
Malutką dziewczynkę, kobietę znad góry zmieniło z pył nieistnienia
Nie powie już słowa, nie będzie jej wcale

NIE BĘDZIE
Z NADZIEJI
WIĘZIENIA

Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group